Cukiernik – opowiadanie, r. IV

Rozdział IV

Zwolnienie lekarskie

To musiało się stać. Następny dzień po obżarstwie musiał zostać odchorowany. Żaden organizm nie poradzi sobie z takim natłokiem kalorii do strawienia. Sprawiło to, że dziewczyna czuła się ociężała, ospała i zmęczona, jakby pracowała na roli przez kilka godzin bez wytchnienia. Dodatkowo poczuła ostry ból brzucha.

Wzięła dzień wolny i udała się do lekarza. Ten stwierdził niestrawność, ale że nie wystąpiły (o dziwo!) wymioty, przypisał jakieś leki na trawienie i przeciwwymiotne krople. Dostała też tydzień wolnego – tak na dojście do siebie, bo lekarz podejrzewał, iż będzie gorzej. I było!

Nie chodzi o pogorszenie się jej stanu zdrowia, bo już wieczorem było z nią wszystko w porządku, ale że miała tydzień wolnego, więcej myślała. Jej umysł kierował wyobraźnię w kierunku cukiernika, który tak jej się spodobał, wspominała też błogie obżarstwo i miłosne uniesienia, jakie przeżywała w wyobraźni. Podniecało ją to na nowo. Pomiędzy tymi chwilami sporo spała albo przynajmniej drzemała. Pod wieczór znowu zgłodniała, a apetyt wrócił. Tabletki i kropelki szybko postawiły ją na nogi.

Miała ciągle sporo wyrzutów sumienia. Sprawdzała, czy nie przytyła ciągle patrząc na brzuch i uda w lustrze. Raz wydawało jej się, że jest gruba, innym zaś razem nie widziała różnicy. Momentami miała siebie dość za to, co zrobiła, a innym razem miała ochotę to powtórzyć. Postanowiła jednak, że poprawi sobie humor w inny sposób, więc poszła do cukierni „Kruszynka” licząc na miłą pogawędkę z chłopakiem, który ją oczarował.

On jednak o niej całkowicie zapomniał. Przyszła, zjadła, wyglądała na dobry materiał do takiej, co to szybko przybierze na wadze, gdy znajdzie sobie faceta, który odpowiednio o nią zadba, ale w końcu była wysportowana dość mocno, więc on stwierdził, iż – choć całkiem urocza – nie jest to „to coś”. Nawet nie wiedział jak bardzo się mylił!

Weszła do cukierni, zamówiła tym razem jedno ciastko i kolę. Bała się, że znowu nieco się zdradzi. Jej wizyta przypomniała mu dzień poprzedni, ale nie przywiązał do tego wagi, bo przychodziło do tego miejsca regularnie trochę krągłych kobiet. W końcu był przystojny i pewnie to też działało przyciągająco, choć na szczęście dziewczyny, która właśnie pałaszowała tam ciastko popijane kolą, nie zdawał sobie z tego wszystkie sprawy.

Podeszła do kasy i zamówiła cały kawałek ciastka ze słonym karmelem na wynos. Nie widziała dlaczego, ale chciała chyba po prostu poflirtować z chłopakiem, co z resztą wyszło jej całkiem nieźle. Znowu poczuła motyle w brzuchu, co skłoniło ją do domówienia jeszcze kilku kremówek. Zapłaciła i wyszła.

Wchodząc do mieszkania wiedziała, że znowu przepadła. Próbowała zmusić się do pójścia na basen albo siłownie, ale jej ręce mimowolnie wędrowały na jej piersi. Zaczęło się. Obżerała się prawie codziennie bez jednego wieczoru podczas swojego zwolnienia, a na siłownie powędrowała tylko raz. Z resztą trening był jałowy i wymuszony. Przyzwyczajała się do swoich fetyszy i lekceważenia treningów.

Cukiernie odwiedziła po kilku tygodniach, przez które toczyła się u niej wewnętrzna walka. Jesienna pogoda nie sprzyjała spacerom, wyjściom, ani tym bardziej bieganiu! Jej ciało wyraźnie zaczęło się zaokrąglać. Wypierała to nosząc za ciasne spodnie, a pierwszą fałdkę na brzuchu przykrywając swetrem. Chłopak jednak wszystko odnotował i wtedy coś w nim pękło. Postanowił zawalczyć, bo ta dziewczyna tyła i mógłby to obserwować od początku. Gdyby zechciała być gruba dla niego, byłby najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi. Nie wiedział jeszcze, dlaczego tak się dzieje i bardzo się tego bał. Miał jednak dosyć stania z boku i patrzenia. W końcu nie łatwo jest znaleźć odpowiednią dla kogoś takiego jak on dziewczynę!

Przysiadł się do stolika i zaproponował jej randkę. Serce dziewczyny prawie zamarło, po czym boleśnie zabiło. Powiedziała coś zupełnie bezsensownego, głupiego, ale słodkiego, po czym zgodziła się. Zakochała się po uszy.

Jego jej infantylna i zaszokowana reakcja ujęła jeszcze bardziej i poczuł, że coś między nimi iskrzy. Przyniósł jej kilka smakołyków i poprosił o degustację, który jest najlepszy. Dziewczyna nie odmówiła i zajęta rozmową zjadła wszystko. On wiedział, że dobrze trafił – normalna laska nie zjadła by takiej porcji. Dziewczyna jednak wsunęła ją i nie zauważyła nawet, że było tego sporo.

Randka była zaplanowana na weekend ze względu na podwójną pracę chłopaka. Po wyjściu z cukierni dziewczyna śmiała się sama do siebie i znowu wpadła w amok obżarstwa… było już jej wszystko jedno. Następnego dnia jednak żałowała w obawie, że młodzieniec nie może zobaczyć, że utyła, ale wiedziała, że w kilka dni nie schudnie. Łatwiej było kupić kilka nowych łaszków, co też uczyniła.

Nie było to dla niej miłe, bo urosła aż o rozmiar. Nic dziwnego, po kilka, a nawet kilkanaście tysięcy kilokalorii nadmiaru prawie codziennie, nie mogło się skończyć inaczej. Jej wychowanie i stereotypowy model piękna karał ją za to od środka. Czuła się fatalnie i wpadała w wielkiego doła. Do weekendowej randki nie obżerała się już, choć miała takie popędy. Dół psychiczny wziął górę. Na spotkanie z chłopakiem szła bez większej wiary w siebie i dziwiła się, że on w ogóle się z nią umawia, chociaż w nowych ubraniach nadal wyglądała na szczupłą, a różnicę dałoby się pewnie zobaczyć, gdyby stanęła obok chudszej siebie i można by tę różnicę porównać.

Niemniej jednak na randkę poszła i miała na dzieje, że będzie udana. Bardzo pragnęła kogoś, kto ją pokocha i była gotowa zrobić dla tego kogoś wszystko – nawet się zagłodzić i powściągnąć tak silne żądze do obżerania się. Nie wiedziała jednak, jak kompatybilną osobę spotkała. Oboje tego nie wiedzieli, ale mieli się niebawem dowiedzieć…

Rozdział IIIRozdział V

Cukiernik – opowiadanie, r. III

Rozdział III

Chwila słabości

Ciastka zjadła w tempie umiarkowanym. Chciałaby szybciej, ale przyjemność była nieziemska, a myśli jej towarzyszące mogłyby trwać wiecznie. Młody cukiernik obserwował ją przez chwilę, aż sam zaczął snuć pewne erotyczne sny na jawie. Mocno się ich wystraszył, bo dziewczyna w jego wyobrażeniach zajadła dużo więcej…

Wyszła z lokalu lekko zakłopotana, kiedy zorientowała się, że cukiernik widział, jak jadła. Była jednak w takim stanie, że niewielka niezręczność i trochę wewnętrznego wstydu wydało jej się ekscytujące, jakby uprawiała jakiś niebezpieczny sport ekstremalny, który pomimo strachu, daje sporą dawkę satysfakcji. Pobudziło ją to jeszcze bardziej. Wiedziała, że wpadła w kolejny amok i że ten dzień miał się skończyć wielkim obżarstwem. Pomimo, iż wiedziała w co się wpakowała, brnęła w to dalej. Wyrzuty sumienia mogą poczekać – pomyślała i ruszyła w umówione miejsce, gdzie miała pójść do restauracji i na podryw.

Po drodze stwierdziła, że ma zapas czasu, bo w cukierni spędziła mniej czasu niż zakładała. Weszła do pierwszego lepszego fast-food’a. Miała być mała przekąska, a skończyło się na pełnym zestawie i dodatkowych kanapkach. Na koniec domówiła dużego szejka!

Po drodze poczuła, że jest pełna. Było to zawsze miłe uczucie. Lepsze dla niej nawet od motyli w brzuchu i w pełni je zastępowało. Była trochę przerażona, bo co raz częściej tej uzależniającej przyjemności ulegała.

Doszła do umówionego miejsca w centrum miasta. Tam na chwilę się opamiętała i ogarnęły ją wyrzuty sumienia. Nawet miała ochotę zrezygnować ze spotkania, uciec i pójść na siłownie albo na spory bieg przez wszystkie parki. Nic z tego. Wypadało na koleżanki poczekać, a te zjawiły się całkiem szybko. Padła decyzja: pizza i piwo w sprawdzonej i taniej dziupli.

Po drodze dziewczyna była nieco cicha. Wmawiała sobie, że nic już nie zje, ale kiedy weszła do lokalu żądza przyjemności i napięcie seksualne jakie w niej siedziało wzięły górę. Zamówiła sporo jedzenia dla siebie, co ośmieliło dziewczyny. Podjadały przez cały wieczór, wypiły po dwa piwa. Dziewczyna jednak miała ochotę na więcej, bo ciągle hamowała się bojąc się o swoją reputacje i o to, co pomyślą sobie jej przyjaciółki. Hamulce jednak musiały puścić, ale wybrnęła z sytuacji i postanowiła, że opuści grono znajomych. Wymówką było złe samopoczucie.

Po części to była prawda, bo niezaspokojone pragnienia sprawiały, iż czuła, że musi się wyżyć. Miała ochotę płakać, krzyczeć i coś rozrywało ją od środka. Nie, nie był to przepełniony brzuch, ale kotłujące się uczucia i potrzeby damskiego libido.

Uległa. Weszła do baru z kebabem. Gardziła tym jedzeniem, ale tak pachniało i było tak mocno kaloryczne. Można było się dosłownie nażreć po nos! Jeden na miejscu, drugi na wynos… albo nie! Dwa na wynos. Po drodze zjadła wielkiego kebaba popijając go kolą.

Dalej weszła do budki z zapiekankami. Zjadła. Potem ten sam fast-food co na początku. Zjadła i wzięła na wynos. Chciała jeszcze wejść do cukierni, ale ta była już zamknięta.

W domu rozłożyła zakupione jedzenie na stole, włączyła jakieś erotyczne badziewie w telewizorze – byle tylko zagłuszyło resztki świadomości – po czym zaczęła pałaszować zdobyczne jedzenie na wynos. Dyszała wiedząc, że zbliża się do granic swoich możliwości. Zrobiła chwilę przerwy, ale wykorzystała ją na rozpięcie ciasnych nieco jeansów i zamówienie pizzy. Oczywiście miała być jedna „na dobicie” się „pod korek”, ale podniecenie „zamówiło” za nią pięć sztuk.

Dostawa przyjechała po około godzinie. Dość długo, bo nie był to weekend tylko zwykły dzień tygodnia. Przez godzinę oczekiwania zdążyła już wsadzić rękę tam, gdzie nie każdy ma dostęp, i zauważyć, że jej brzuch zaokrąglił się dość wydatnie. Czuła jak coś rozpiera ją od środka. Było to euforyczne uczucie satysfakcji połączone z bólem i nudnościami. Kiedy przyjechał dostawca pizzy, miała ochotę nie wstawać – bała się tego, co może sobie takim obżarstwem zrobić. Przy tak dużym zamówieniu (jak się okazało) dostała jedną pizzę gratis…

Rozebrała się do naga. Pieściła całe swoje ciało i próbowała dojść, by uwolnić to piekielne obżarstwo, ale nic z tego. Była tak podniecona, że rzuciła się na pudełka z pizzami i zaczęła wtłaczać do ust kilka kawałków na raz! Jej brzuch był tak wydęty, że po dwóch dużych pizzach była w stanie jeść na leżąco. Miała ochotę wołać o pomoc, ale nikt jej nie mógł uchronić przed tym, co siedziało w jej głowie.

Jeszcze nigdy wcześniej nie zjadła więcej niż tego dnia. Doszła pod koniec czwartej pizzy. Miała ochotę wyskoczyć przez okno, ale nie była w stanie się ruszyć. Jej brzuch był wydęty. Większy był z lewej strony. Kiedy tak na siebie patrzyła w lustrze z jednej strony miała wyrzuty sumienia, a z drugiej była z siebie dumna, a niedający się wciągnąć brzuch podniecał ją jeszcze bardziej. Chciała doświadczyć takiej przyjemności jeszcze raz. Próbowała więc zjeść coś więcej, ale nie była w stanie. Zasnęła.

Przebudziła się w nocy z bólem brzucha, przez chwile ogarnęło ją podobne uczucie chęci obżerania się, więc dokończyła pizze, ale to już nie było to samo, choć doszła po raz drugi. Zasnęła jak dziecko. Kolejną chwilę słabości miała za sobą, ale martwiło ją, że było to co raz silniejsze.

Rozdział IIRozdział IV

Cukiernik – opowiadanie, r. II

Rozdział II

Punkt zwrotny

Wszystkie wcześniejsze chwile prowadziły właśnie do tego momentu! Gdyby wyobrazić sobie czas liniowo, to wszystkie sznurki schodziłyby się w jeden świecący węzeł, po czym rozchodziły by się w nowe odnóża. Ten moment w cukierni był dla niej – choć pewnie jeszcze długo później nie wiedziała, że tak było – momentem zwrotnym dla całego jej życia.

Weszła do lokalu. Rozejrzała się dokoła i pomyślała, że to całkiem przytulne miejsce i może nawet jej się spodoba. Lada była umieszczona pomiędzy dwoma przeszklonymi chłodniami, za którymi kusiły nieśmiało wyroby cukiernicze. „Kruszynka” – bo tak nazywała się cukiernia była całkiem miłym i smacznym miejscem, co potwierdzały paczuszki z jej logiem niesione nie raz przez sąsiadów dziewczyny.

Za ladą, przy kasie stał młody cukiernik, który wydał się jej się całkiem przystojny. Na tyle przystojny, że przeczesała włosy i poczuła w środku przyjemne ciepło, choć uginające się kolana mocno zbiły ją z tropu. Podeszła do kasy zapomniawszy, że jeszcze nie wybrała żadnego ciastka.

Przystojny młodzieniec przyodziany był w zabrudzony mąką fartuch, a włosy miał z tego samego powodu nieco pobielone i ułożone w nieładzie. Pewnie pracując przy wypiekach przeczesywał nie raz włosy albo mącznymi palcami zsunął piekarski czepek.

-Co podać? – zapytał przypuszczając, iż dziewczyna już wie, co chce zamówić.

-Ach – westchnęła – Jeszcze nie wiem, a co pan poleci? – cudem wybrnęła z sytuacji i nie dała po sobie poznać, że coś za jego przyczyną jest z nią nie tak. Podeszła w tym samym momencie do jednej z lodówek.

-Cóż, wszystko jest dobre, a nawet pyszne, co pani lubi najbardziej? – dociekał.

-Sama nie wiem, na co mam ochotę, lubię kokos, lubię karmel. Najlepiej jakby karmel był słony… – zaczęła snuć coś o smaku, na co on uniósł brew i zaciekawił się jej osobą.

-Mamy ciastko ze słonym karmelem. Moje ulubione. Z kokosem też mamy…

-To poproszę obydwa! – przerwała mu nerwowo.

-Na miejscu, czy na wynos?

-Na miejscu – odpowiedziała, po czym usiadła przy stoliku, na co chłopak zakłopotany zawołał.

-Bardzo przepraszam, nie chcę być niegrzeczny, ale tu płacimy przed podaniem, bo nie jesteśmy restauracją, ale cukiernią… no wie pani, przepraszam – mocno zarumieniony tłumaczył.

-Och, zapomniałam. Cóż za roztargnienie z mojej strony – odpowiedziała rumieńcami na rumieńce dziewczyna.

-Nic nie szkodzi – przyjął płatność kartą, po czym zręcznie nałożył jej ciastka.

Porcje były spore, co zdziwiło dziewczynę, ale że ciastka do najtańszych nie należały, więc wszystko wydało się jej jak najbardziej poprawne. Chłopak krzątał się za ladą co chwilę wychodząc na zaplecze.

Początkowo nie wpadła mu w oko. Była zwyczajną dziewczyną. Zauważył przez jej obcisłe jeansy, że ma jędrne, umięśnione łydki i dość szerokie uda. Zwrócił uwagę na jej krągłe, wyrzeźbione pośladki. Widział, że nie jest zasuszona i wychudzona, ale nie była w jego typie. Umiał docenić jej ładną buzię i lekkie, jasne włosy, jednak nie ujęła go. Była taka jak każda, typowa laska, choć uroku, powabu i wdzięku zdecydowanie jej nie brakowało. On jednak zwykł wodzić oczami za nieco większymi kobietami. Nie chodzi o wzrost, ale o pulchną sylwetkę.

Takie miał upodobania. Wstydził się tego czasami, bo w społeczeństwie jego kraju nie zawsze takie gusta są rozumiane. Stereotypy piękna kreowane przez media prały i piorą skutecznie ludzkie mózgi… Powoli jednak dojrzewał i sam przed sobą zdążył – na tamten moment – przyznać się, że lubi krągłości. Więcej! Fascynowały go grube kobiety.

Jakimś cudem od słowa do słowa postanowił z ojcem otworzyć interes – cukiernię. Oczywiście nazwę „Kruszynka” przewrotnie wymyślił on sam. To praca w tym miejscu sprawiła, że zaczął częściej widywać kobiety większych rozmiarów i właśnie wtedy zdał sobie sprawę, jak bardzo jest to dla niego pociągające.

Zrozumiał, że kiedy inni koledzy (w czasach licealnych) uganiali się za chudymi laskami, on nie miał w tym żadnego interesu i nie znaczyło to wcale, że jest coś z nim nie tak. Owszem, zdarzało mu się umawiać z jakąś bardziej sympatyczna – w jego mniemaniu – kobietką, ale nic z tego nie wychodziło. Brakowało tego czegoś i wtedy jeszcze sam nie wiedział, czym „to coś” jest. Teraz już wie…

Śmiał się sam z siebie, kiedy przypomniały mu się momenty, gdy zastanawiał się, czy nie jest homoseksualistą. Oczywiście opcje taką wykluczył, bo nie interesowali go mężczyźni. Podobały mu się kobiety, ale jakoś do żadnej rówieśniczki nie mógł się przekonać.

Dopiero na studiach poznał jedną większą dziewczynę. Ona sprawiła, że zagotowały się w nim hormony i zadygotało serce. Oczywiście bał się tego i wypierał, ale zrozumiał, że to właśnie taka kobieta ma „to coś” i że od tego nie ucieknie. Nie da się. Nie można sobie wmówić, że lubi się kolor niebieski, gdy tak naprawdę od zawsze podoba się komuś żółty!

Po studiach został nauczycielem matematyki, ale zarobki nie satysfakcjonowały go. Pracował w zawodzie nadal, ale cukiernia przynosiła kilkakrotnie większą wypłatę niż praca w szkole. Zwłaszcza, że był młodym nauczycielem. Umowa o pracę przydawała mu się jednak w prowadzeniu własnego biznesu. A był w tym wypiekaniu ciast i tortów całkiem dobry…

Dziewczyna zaczęła jeść ciastka. W między czasie poprosiła o kolę. Zawsze lubiła ten smak. Kiedy brała do ust słony karmel i poczuła jak ten rozpływa się jej po języku i miesza słodki smak z nutą soli, zacisnęły się jej uda, a plecy wyprostowąły się.

Zauważył to on – sprzedawca i cukiernik, miłośnik kobiecych krągłości. Zrozumiał wtedy, że ta dziewczyna w jedzeniu widzi coś więcej. Dwa ciastka i uzewnętrzniona mimowolnie personifikacja przyjemności z jedzenia nie mogły być przypadkowe!

cdn…

Rozdział I

Cukiernik – opowiadanie

Rozdział I

Początki

Nie jest istotne jej imię. Istotne jest, jak to wszystko się zaczęło. A zaczynało się stopniowo i choć z pozoru cały późniejszy ciąg zdarzeń zaczął się od jednego punktu w czasie, to do tegoż punktu doprowadziła inna seria pozornie losowych chwil i doznań.

Zawsze lubiła dobre smaki. W dzieciństwie potrafiła leżeć i delektować się „głupim” lizakiem o smaku koli. Potrafiła wręcz kontemplować aromaty rozchodzące się po nozdrzach i gardle w połączeniu z kojącą słodyczą cukrowej, twardej masy.

Oprócz dobrych i zawsze tych samych, ulubionych słodyczy, które mogła jeść codziennie (gdyby tylko jej na to w domu pozwolono), lubiła też dobre obiady. Ubóstwiała przesolony rosół z kilku rodzajów mięs, lubiła tosty, prawdziwą włoską pizze, ale też nie pogardziła kokosem czy jakąś owocową, słodką sałatką.

Nie obżerała się za każdym razem. Zdarzało się to sporadycznie, ale że lubiła doznania smakowe, które z czasem zaczęły nie tylko być dla niej antydepresantem, ale też afrodyzjakiem, zaczął się u niej nowy etap – było to po okresie dojrzewania…

Moment, kiedy zaczęła się podniecać jedzeniem w sposób seksualny był początkiem „momentów słabości” – tak przynajmniej nazywała chwile, które spędzała w internecie oglądając lub czytając erotyczne romansidła, a nastrój podkręcała ulubionymi smakołykami, których pożerała za każdym razem więcej.

Potem zwykle następowały ostre wyrzuty sumienia. Kiedy potrafiła pochłonąć dwie blachy z piekarnika własnoręcznie upichconej pizzy, pół bochenka chleba z prawie całym słoikiem masła czekoladowego ze zwykłym masłem pod spodem, a na deser kilka sporych rozmiarów pączków (wszystko w jeden wieczór), zaczęła zauważać, że może się to skończyć koniecznością wymiany garderoby na większą.

Nie była gruba nigdy, bo od dzieciństwa wpajano jej wzorce i stereotypy mówiące, iż nawet zbliżenie się do górnej granicy zdrowego BMI to zło, że zawsze trzeba być fit itd. Sporty też z resztą uprawiała. Rower latem, jesienią i wiosną – bieganie, zimą siłownia… Musiała to robić, bo jej słabości raz czy dwa razy w miesiącu musiały wziąć górę, by potem zostać spalone. Nadmiar kalorii wystarczający na cały tydzień wsunięty w jeden dzień musiał zostać spożytkowany na sport, inaczej – przynajmniej tego się obawiała – zamieniłaby się w wielką bambaryłę, którą trzeba byłoby toczyć…

Kiedy skończyła studia i dostała całkiem dobrą pracę – plus kilka dorywczych sposobności zarobienia całkiem niezłej gotówki, a pracowała w branży informatyki bankowej, było ją stać na zakup własnego, nowego mieszkania. Kupiła większą kawalerkę z kuchnią połączoną z salonem i szerokim przejściem do sypialni. Był jeszcze parterowy taras z widokiem na park i skarpę. Łazienkę urządziła jak łaźnię. Bez zasłon i oddzielnej kabiny prysznicowej, ale tak, że można było się polewać prysznicem niemal w całym pomieszczeniu. Uwielbiała też deszczownicę. Toaleta była w narożniku koło umywalki.

Mieszkanko było skromne, ale ze względu na całkiem niezłe zarobki – dobrze wyposażone i wyglądało na dość drogie, stylowe lokum. Miejsce to było jej azylem, ucieczką od problemów i oazą spokoju oraz bezpieczeństwa. Każdy człowiek takiego domu potrzebuje. Brakowało jej tylko partnera, bratniej duszy i drugiej połówki, która wypełniłaby pustkę tego miejsca.

Samodzielne życie i dość duża rutyna dnia codziennego sprawiły, że do swoich słabości dochodziła co raz częściej. Po prostu nie było przy niej nikogo, kto patrzyłby jej na ręce i karcił za „grzechy”, ani nikogo przy kim by się tego wstydziła. Innymi słowy czuła się przez to całkowicie wolna, choć wewnętrznie wciąż była uwiązana wpojonymi stereotypami! Nadal trzymała formę, ale było to jednak co raz bardziej trudne i wyczerpujące.

Pewnego dnia uległa znowu. Postanowiła tym razem pobawić się na mieście. Umówiła się z koleżankami z pracy „na podryw” do restauracji, ale że miała ochotę na coś ekstra i nie zamierzała – jak zwykle w takich momentach słabości – poprzestać na jednym posiłku postanowiła się nieco „rozgrzać” w lokalnej cukierni.

Mówiono o tym miejscu dobrze, ale że ona była nowa, a cukiernię otwarto niedawno, postanowiła, że pójdzie na jakieś dobre ciastko… no, może dwa…

Rozdział II

Czy nadwaga to choroba? Czy można być zdrowym grubasem?

Okazuje się, że prezentowane wszem i wobec pogląd nijak mają się do rzeczywistości. Robię właśnie research od polskiego internetu począwszy, na amerykańskim i innych skończywszy. Okazuje się, że to, co podaje WHO (World Health Organization) nie ma większego związku z rzeczywistością, a kluczem do rozważań jest sposób przeprowadzania badań medycznych i grupa osób badanych.

Grubi to zło – nie! Zła jest grupa badanych

Chcąc udowodnić, że jedzenie pączków jest złe i szkodliwe, można tak dobrać badanych, że statystyka potwierdzi tezę/hipotezę postawioną na samym początku. Wystarczy do badania uwzględnić ludzi, którzy przejedli się pączkami i z tego powodu doznali jakichś dolegliwości. Wtedy można opublikować badania, mówiące, że 100% ludzi, którzy przejedli się pączkami było chorych, a 60% dolegliwości było groźnych!

Badania nt. nadwagi są przekłamane?

Zdecydowanie tak. Z mojego researchu, a przekopałem się przez prawie cały pozycjonowany internet (by dotrzeć do tych niekomercyjnych, wartościowych stron), aby dojść do sedna sprawy. Nieliczni, mi podobni, wydają się potwierdzać moje obawy – badania nt nadwagi zostały źle przeprowadzone. Dlaczego?

Bada się grupę ludzi, którzy już cierpią na jakieś choroby i wiąże je się z występowaniem nadwagi. Wyciąga się błędne wnioski o nadwadze mówiąc, iż jest to zło wcielone. Tym czasem, jeśli zdrowy człowiek tyje i robi to z głową, stosując dobrze kalkulowaną dietę, pozostaje zdrowy nawet osiągając otyłość (wg WHO) i jego parametry życiowe mieszczą się w normie.

Nadwaga nie wywołuje większości dolegliwości, które jej się przypisuje!

Sama tkanka tłuszczowa nie wywołuje dolegliwości, które jej się przypisuje. U niewielkiej grupy badanych była bezpośrednią przyczyną lub katalizatorem pewnych schorzeń dopiero po znacznym przekroczeniu poziomu BMI, który uważa się za otyłość kliniczną. Były to najczęściej schorzenia związane ze stawami, podwyższone ciśnienie (związane z całkowitą biernością ruchową, sportową), problemy hormonalne (osłabione narządy już wcześniej nie poradziły sobie z utrzymaniem równowagi hormonalnej), problemy z nerkami (zła dieta lub drastyczne próby odchudzania się), urazy mięśniowe (brak ćwiczeń fizycznych). Wszystkich powyższych da się jednak uniknąć i da się wyleczyć. Przy odrobinie wysiłku można utrzymać dobry poziom zdrowia nawet przy otyłości (wg skali WHO).

Nadwaga często jest efektem chorób!

Tu niestety muszę stwierdzić pewną zależność. Połączenie chorób, dolegliwości, złej diety, używek i drastycznych prób odchudzania (o negatywnych skutkach odchudzania piszą choćby tutaj) wywołujących skoki masy ciała (efekt jojo), dają w efekcie otyłość. Niestety lekarze nauczeni są traktować otyłość i nadwagę jako chorobę, dlatego wszelkie przypadłości zdrowotne u osób o większej niż „normalna” masa ciała przypisywane są właśnie tkance tłuszczowej w „nadmiarze”. Można spaść ze schodów i mając wysokie BMI usłyszeć od lekarza, że trzeba schudnąć, bo oczywiście chudemu kostka, by się nie skręciła! Chore to, prawda?

Jak zdrowo przytyć i jak pozostać zdrowym grubasem?

Luna Love – modelka, która utuczyła się dla sławy do potężnych rozmiarów. Wciąż cieszy się dobrym zdrowiem. Tyła rozważnie, pod okiem lekarzy i w stałym, nie za szybkim tempie! źródło: montaż na tumblr, modelka: https://www.bbwlunalove.com/

Okazuje się też, że przybieranie na wadze – mowa o federystycznym, celowym podnoszeniu masy ciała swoim lub partnera – nie musi być niezdrowe. Oczywiście zawsze mogą się przytrafić nieprzewidziane sytuacje, ale ogół ludzi, którzy tego doświadczają i w pełni proces tycia wywołują i kontrolują, cieszy się nawet lepszym zdrowiem niż nie jeden chudzielec czy nie jedna szczupła kobieta!

Zdrowe tycie jest możliwe, a by je osiągnąć wystarczy nie iść na skróty. Minimum wiedzy z zakresu dietetyki, regularne badania okresowe lekarskie i nieforsowanie, minimum sportu i aktywności fizycznej (nie bój się, nie schudniesz!) sprawią, iż przytyjemy ładnie, w miarę szybko i nie zniszczymy sobie zdrowia!

Chcesz przytyć? Nie forsuj się!

Mnóstwo ludzi marzy o przybraniu na wadze i niektórzy chwalą się tym w internecie: źródło: nieznane

Za pójście drogą na skróty uważam poddawanie się podnieceniu związanemu z przybieraniem na wadze i myśli o tym, że będziemy my sami, czy partner/partnerka będzie większa w nieodległej przyszłości! To droga do zguby!

Aby zdrowo przytyć nie należy uciekać się do diety, która potrafi nas utuczyć nawet o 20 kg w ciągu miesiąca czy dwóch. To łatwe, jeśli przeforsuje się mega tłuste potrawy, fast-foody, gainery, słodycze i wszystko, co niezbyt zdrowe! Nie twierdzę, że trzeba rezygnować ze słodyczy, czy innych fast-foodów całkowicie. Nie twierdzę też, że tłustych potraw trzeba się wyzbywać.

Tay Tay vel Taylor Det. Na portalu curvage.org robi furorę. Mam pozwolenie do wykorzystania jej materiałów!
Kiedyś nawet zrobiłem o niej film na yt typu before and after!
Dziewczyna przytyła, bo lubi. Nie ma żadnych problemów zdrowotnych, a rozmawiałem z nią osobiście!

Niech to jednak będzie zdrowy tłuszcz, nieprzesmażony i niezawierający rakotwórczych benzenów i innych świństw! Już lepiej opychać się smalcem niż przejadać frytkami z nieświeżego oleju z przydrożnej budki albo codziennie wzbogacać dietę o kebab niewiadomego pochodzenia. Ponadto można zastosować dietę złożoną z produktów wysokiej jakości, zdrowych, ale spożywanych w takiej ilości, która dostarczy naszemu ciału więcej energii niż potrzeba – to gwarantuje przybieranie na wadze!

Do tego dołożyć można specjalne preparaty, tzw. gainery, które zawierają substancje niezbędne dla naszego ciała, zbilansowane tak, iż mamy pewność, że się nie trujemy i nie niszczymy naszych ciał. A picie koktaili i shaków z gainerem może dodać do diety kilka tys. kalorii dziennie. Tego też odradzam. Zbyt szybkie tycie nigdy nie popłaca, choć przyznam, jest bardzo seksy!

Konkretne porady i diety w kolejnych artykułach!

Mój chłopak chce mnie utuczyć – czy mu pozwolić?

Siedzę i czytam internet. Wpisuję różne zapytania a propos federyzmu szukając inspiracji do kolejnych artykułów. Okazuje się, że feeder to nie jest rzecz obca w Polsce! Kobiet lubiących swoje krągłości też jest sporo. Moją uwagę przykuły jednak posty i kobiet, i mężczyzn, które pytają na forach „jak utuczyć faceta”, „mój chłopak chce żebym była grubsza„, „jak utuczyć dziewczynę” itp. Większość to wpisy całkiem na serio. Co jeśli partner chce, abyś była większa, grubsza, a nawet bardzo gruba? Czy pozwolić mu na to?

Pozwolenie na tuczenie

Wielu marzy o tym, by partnerka przybierała na wadze… bardzo wielu!

Tak naprawdę najważniejsze jest tu przyzwolenie na realizacje swoich pragnień erotycznych. Jednym z nich może być to, byś przybierała na wadze! Jeśli twój partner, chłopak, mąż tego chce, uważam, że powinnaś dać mu szansę. Zastanów się, czy lubisz jeść i dlaczego do tej pory nie tyłaś. Jeśli odpowiedzią są stereotypy to daj mu szanse. Jeśli serio bardzo tego nie chcesz, znajdź lepiej innego partnera. Większość kobiet nie miałaby nic przeciwko większej wadze, gdyby ta podobała się mężczyznom! Dlaczego by nie spróbować? Jeśli będziesz tą jedyną, która pozwoli mu na realizacje tych mrocznych i najskrytszych pragnień, otworzysz magiczny świat – krainę szczęścia i rozkoszy!

Przytyjesz – nie pożałujesz

Znam osoby, które poświęcały się dla swoich partnerów. Mówię o dziewczynach. O kobietach, które chudły albo się tuczyły dla swoich panów. Wszystkie z tych par są już dawno szczęśliwymi małżeństwami.

Jeśli trafiłaś na feedera, który chce sprawić, abyś była grubsza, pozwól mu na to. On okazuje w ten sposób swoje uczucia i jeśli Ty do niego jakieś żywisz, tylko tak w pełni mu to okażesz. Zwykłe „kocham Cię” nie zrobi na nim większego wrażenia. To bardziej zaawansowana forma relacji, która wymaga czynów, nie gadania!

Co zyskam jeśli pozwolę się tuczyć?

Z pewnością, jeśli tylko przybierzesz na wadze dla swojego faceta i zrobisz to wystarczająco szybko, by zmiany były zauważalne, i jeśli powiesz mu wprost, że robisz to dla niego, zyskasz najbardziej zaangażowanego, zakochanego i podnieconego mężczyznę. Gwarantuję, że jeśli jest choć odrobinę dojrzały, nigdzie indziej lepszego materiału na męża, kochanka itd. nie znajdziesz! Owszem kryzysy mogą zdarzyć się zawsze, ale w ostatecznym rozrachunku, będziesz szczęśliwa. Postaw tylko jasno granice i pamiętaj, że Twoje poświęcenie sprawi, iż też czegoś więcej będziesz mogła wymagać! Może też odważysz się spełnić jakieś swoje, skryte pragnienia? Powodzenia!

Jak utuczyć dziewczynę, partnera, swoją kobietę?

Z racji tego, że większość mężczyzn – przynajmniej tak wynika z moich dotychczasowych badań – będących osobami federystycznymi to raczej Feedersi, a kobiety w tym zakresie to raczej gatunek Fat Admirerów, postanowiłem napisać kilka słów będących odpowiedzią na zadawane w Google pytanie (tożsame z tytułem artykułu!).

Jak tuczyć? Znajdź odpowiednią osobę!

70 i 110 kg – znana modelka Plus Size. Nie sądzę, by różnica była przypadkowa!

Oczywiście wyznaję zasadę, że tycie czy tuczenie musi odbywać się za obopólną zgodą. Nie może być mowy o podstępach, groźbach i innych moralnie niefajnych występkach! Jeżeli chcesz tak robić, rób to w wyłącznie w myślach, a jak to wdrażasz, to idź się leczyć!

Jak znaleźć dziewczynę, która chce przytyć?

To wiąże się stricte ze znajdywaniem odpowiedniej partnerki. Wierzcie mi takich kobiet jest mnóstwo, lecz w naszym, polskim kraju, gdzie panuje stereotyp chudego piękna, raczej się nie ujawniają. Oczywiście są miejsca w internecie zrzeszające ludzi o podobnych pogladach, ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że inni, którzy chcieliby się w to bawić w ogóle istnieją. Większość kobiet czerpiących jakąś tam satysfakcje z tycia, nie zdaje sobie sprawy z istnienia federyzmu! To straszne. W USA mówi się o tym otwarcie i nikt nikomu nie zabrania się bawić w jakieś fetysze itd. A u nas? Strach być homoseksualistą czy lesbijką… gdyby PiS wiedział o istnieniu feederystów, pewnie to nimi straszyłby swój elektorat 🙂

Kolejna dziewczyna, która w internecie chwali się postępami!

Przechodząc do odpowiedzi na postawione w nagłówku pytanie, jak znaleźć dziewczynę, która chce przytyć, muszę stwierdzić, że to możliwe. Nie jest to proste, ale każdy, kto próbował celowo przytyć, wie, że naprawdę duży rozmiar osiągnąć jest ciężko. Nie jest to bynajmniej możliwe przez zwykłe zamiłowanie do słodyczy, czy podjadanie. A przecież bardzo grubych (takich nawet pod 200 kg) kobiet w naszym kraju jest sporo. Często nawet młode dziewczyny są grube, rosną w siłę i nie wydają się tym nawet przejmować! Takich osób wypatrujmy.

Znana modelka, która przytyła, by sprzedawać swoje erotyczne fotki i relacje z postępów!

Niektóre młode osoby nie są nawet świadome swojego „fetyszu” i czasami dobrze jest je uświadomić. Niektórym po prostu jest wszystko jedno. Takich osób szukajmy. Czasami warto jest się rozejrzeć za szczupłą dzierlatką, która wyraźnie lubi jeść i byłaby skłonna jeść więcej, gdyby nie było poczucia winy. To poczucie winy może zniknąć, kiedy będzie akceptowana przez mężczyznę pragnącego uczynić ją większą. Pamiętajmy jednak, by nie stosować tu szokowej terapii, a uświadamianie wprowadzać delikatnie i na raty.

No i oczywiście nie lekceważmy internetu. Jeśli dobrze poszukamy, poogłaszamy się wszem i wobec, z pewnością odezwą się do nas odpowiedzenie osoby.

Jak utuczyć dziewczynę?

Jeśli już wiesz, że znalazłeś odpowiednią osobę i jest przyzwolenie na zabawy to droga wolna. Gorzej, gdy trafi się nieśmiała osoba, dla której wielki świat wolności seksualnej jest zbyt przerażający (na razie). Wtedy adorujemy każdy kilogram, dajemy przyzwolenie na jedzenie. Nie zmuszamy! Jeśli to jest to, czego oczekujesz od niej, z pewnością sama się otworzy. Łączymy obżarstwo z dobrym seksem. Z czasem ona zrozumie, że Ciebie to podnieca i sama będzie dla Ciebie jadła. Potem zrozumie, że to było w niej od dawna. W końcu będzie miała lepszy seks i życie erotyczne niż nie jedna chuda „laska”, której udało się uzyskać stereotypowy rozmiar stereotypowego piękna!

Powodzenia, komentujcie!

Wyjaśniamy pojęcia – słowniczek federystyczny

Zanim zacznę pisać konkretne artykuły, zachęcam do zapoznania się z wyjaśnieniami pojęć, którymi będzie ten blog będzie się obficie posługiwał!

Feeder, dokarmiacz – osoba, która satysfakcję seksualną osiąga poprzez karmienie partnera. Pojęcie to często porównywalne jest z dominowaniem i sado-maso, jednak nie ma zwykle z tym związku. Gdyby ujmować rzeczy w terminologii sadomasochistycznej, należałoby stwierdzić, iż feeder może być zarówno jednostką dominującą jak i podporządkowaną – poddaną. Pojęcie feeder zostało zniesławione przez program o Marku i Ginie wyemitowany w TV i ciągle krążący po internecie. Było o tym głośno i od czasu emisji wyżej wymienionego show, nagonka na otyłość przybrała na sile. Warto jednak zaznaczyć, że feeder to osoba, której celem jest utuczenie partnera/partnerki (niekoniecznie do ekstremalnych rozmiarów), jednak zgodnie z moim poprzednim wpisem, zaznaczam, iż zwykle nie ma tu mowy o przymusie i złych intencjach, bo wszystko odbywa się za obopólną aprobatą!

Feedee, czyli osoba lubią jeść (dosłownie z ang. odbiorca)- tu nie trzeba wiele tłumaczyć. Feedee to pan czy pani, która lubi jeść i są to nierzadko ogromne ilości zakrawające o skrajne obżarstwo. Jest to najczęściej powiązane z jakimiś seksualnymi doznaniami lub pobudzeniem erotycznym. Feedee często wiąże się z feederem lub zjawiska te występują łącznie, często też z poniższymi.

Foodie, z ang. smakosz foodie w polskim języku i w powiązaniu z omawianą tu tematyką raczej nie tłumaczy się jako smakosz, gdyż nasze rodzime słowo nie oddaje w pełni istoty rzeczy. Chodzi bowiem o uwielbienie jedzenia samego w sobie. Czasami foodie występuje u kogoś solo, ale najczęściej osoba będąca foodie również jest i feedee. Decydujący u foodie jest smak, który sprawia przyjemność tak wielką, iż może pobudzać erotycznie. Moim zdaniem trochę na zasadzie synestezji. Warto jednak podkreślić, iż foodie rzadko ma na celu przybieranie na wadze.

Gainer (Weight Gainer) – osoba, której głównym celem, pożądaniem i satysfakcją seksualną jest przybieranie na wadze. Zjawisko czasami mylone z męską anoreksją i tak nazywane. Gainer nie potrzebuje partnera do zaspokojenia, ale często poszukuje kogoś kompatybilnego. Jest to fetysz, preferencja i jakieś uwarunkowanie psychologiczne, a być może nawet genetyczne. Większość osób tego typu deklaruje, że zorientowało się o swoich upodobaniach najpóźniej w okresie dojrzewania. Niektórzy noszą to w sobie odkąd uzyskali świadomość w dzieciństwie, choć bycie gainerem rozwija się wraz z rozwojem seksualności. W przypadku gainera czy gainerki zachodzi często zjawisko mutual gainer (mutual z ang. wzajemny). Chodzi o wspólne przybieranie na wadze i dzielenie się tym szczęściem. Innymi słowy swój do swego ciągnie!

Fat Admirer (FA) – osoba lubiąca większe rozmiary u partnera. Nie wymaga to chyba tłumaczeń. Większość powyższych to Fat Admiererzy. Po polsku mówi się na to miłośnik krągłości, ale to brzmi – moim zdaniem – średnio. Fad Admirer zainteresowany jest różnymi rozmiarami. Od lekkich krągłości po skrajną otyłość. Koniec kropka.

Chubby Chaser (z ang., dosłownie ścigający pyzatych lub goniący krągłych). Jak widać pojęcie w tłumaczeniu na polski język brzmi dość negatywnie. W oryginale natomiast jest to określenie o słodkawym zabarwieniu, uważane za bardzo ładne i wdzięczne. Chubby Chaser najczęściej wyjaśniany jest jako FA, który dąży do związania się z osobą o większych rozmiarach. Używa się też tego pojęcia czasami, by podkreślić, że ktoś nie jest Feederem ani niczym innym, lecz wyłącznie lubi grubego partnera.

BBW (z ang. Big Beautiful Woman), czyli Duża, Piękna Kobieta. Nic dodać nic ująć.

SSBBW (z ang. Super Sized Big Beautiful Woman), czyli Ogromnych Rozmiarów, Duża, Piękna Kobieta. Ktoś jeszcze większy niż BBW. SSBBW w nomenklaturze FA i Feederów, i innych to zwykle kobieta ważąca więcej niż 400 funtów, czyli ok 180 kg.

BHM (z ang. Big Huge Male, wg innych źródeł: Big Handsome Man) – duży, wielki/przystojny mężczyzna. J.w. tylko w odniesieniu do facetów. Analogiczny do SSBBW, SSBHM pojawia się niezwykle rzadko.

Feederism, Fedism (wersja spolszczona – Federyzm) – dziedzina zajmująca się powyższymi i poniższymi pojęciami. Federysta (po ang. Feederism) osoba uprawiająca Federyzm lub nim zajmująca się w inny sposób. Federystyczny z kolei to przymiotnik od słowa Federyzm, dlatego nazwałem ten mini słowniczek słowniczkiem federystycznym!

Food-fetish, czyli wszelkie inne fetysze związane z jedzeniem. Jest tego trochę w internecie, głownie chodzi o babranie ciała jedzeniem i zlizywanie różnych słodyczy z narządów. Pojęcie mało federystyczne.

Słowniczek pojęć federystycznych będzie aktualizowany, gdy na coś wpadnę.

Pamiętna data – blog startuje!

Stworzyłem tego bloga, by pisać o tym, o czym nie mogę lub nie chcę mówić na co dzień i o tym, co nie zawsze jest traktowane jako normalne i by dążyć, aby te właśnie tematy stały się normalnymi! O co chodzi?

Odkąd tylko żyję mam fetysz. Nie tylko fetysz, ale zainteresowania. Jak główny bohater w „Iluś tam twarzach Greya” miał swoje upodobania do wiązania, przemocy itp. (notabene słaby film, słaba książka!), tak ja mam swoje gierki. I od razu na starcie powiem: nikomu, nigdy z mojej ręki nie stanie ani nie stała się krzywda. Przez krzywdę rozumiem wszelkie zabawy, które nie są w pełni świadome dla dwojga partnerów i te, które nie są dobrowolne. Na takie coś nie ma mojej zgody i nie będzie, choć czasami wydaje się taka perspektywa kusząca!

Feeder (pojęcia wyjaśnię w innym poście) jednak nie jest osobą chorą psychicznie, choć czasami skłonności sadystyczne się w tej sferze przytrafiają. Feedee zdaje sobie sprawę z pewnych zagrożeń, a osoba gruba niekoniecznie jest zaniedbana. Własnie czasami jej ciało wyraża ogromną troskę o wygląd i podążanie za bardzo trudnymi i ciężkimi nieraz do zniesienia dla innych upodobaniami!

Blog ten będzie mówił o niesprawiedliwości i dyskryminacji, jaka spotyka osoby otyłe, pulchne, czy grube. Będziemy tu walczyć ze stereotypami, piętnować patologie, ale też promować (tak, to nie żart!) zdrowy tryb życia w rozumieniu zdrowia psychicznego i motywacji do życia! Artykuły będą pisane zgodnie ze standardami SEO, czyli tak, by łatwo pojawiały się w Google, a przypadkowe osoby, które tu trafią mogły się zainteresować tematem i przekonać, że nie zawsze odchudzanie jest dobrym rozwiązaniem!

Zachęcam do lektury i ostrzegam – tematyka dla osób pełnoletnich!

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij