Rozdział IV
Zwolnienie lekarskie
To musiało się stać. Następny dzień po obżarstwie musiał zostać odchorowany. Żaden organizm nie poradzi sobie z takim natłokiem kalorii do strawienia. Sprawiło to, że dziewczyna czuła się ociężała, ospała i zmęczona, jakby pracowała na roli przez kilka godzin bez wytchnienia. Dodatkowo poczuła ostry ból brzucha.
Wzięła dzień wolny i udała się do lekarza. Ten stwierdził niestrawność, ale że nie wystąpiły (o dziwo!) wymioty, przypisał jakieś leki na trawienie i przeciwwymiotne krople. Dostała też tydzień wolnego – tak na dojście do siebie, bo lekarz podejrzewał, iż będzie gorzej. I było!
Nie chodzi o pogorszenie się jej stanu zdrowia, bo już wieczorem było z nią wszystko w porządku, ale że miała tydzień wolnego, więcej myślała. Jej umysł kierował wyobraźnię w kierunku cukiernika, który tak jej się spodobał, wspominała też błogie obżarstwo i miłosne uniesienia, jakie przeżywała w wyobraźni. Podniecało ją to na nowo. Pomiędzy tymi chwilami sporo spała albo przynajmniej drzemała. Pod wieczór znowu zgłodniała, a apetyt wrócił. Tabletki i kropelki szybko postawiły ją na nogi.
Miała ciągle sporo wyrzutów sumienia. Sprawdzała, czy nie przytyła ciągle patrząc na brzuch i uda w lustrze. Raz wydawało jej się, że jest gruba, innym zaś razem nie widziała różnicy. Momentami miała siebie dość za to, co zrobiła, a innym razem miała ochotę to powtórzyć. Postanowiła jednak, że poprawi sobie humor w inny sposób, więc poszła do cukierni „Kruszynka” licząc na miłą pogawędkę z chłopakiem, który ją oczarował.
On jednak o niej całkowicie zapomniał. Przyszła, zjadła, wyglądała na dobry materiał do takiej, co to szybko przybierze na wadze, gdy znajdzie sobie faceta, który odpowiednio o nią zadba, ale w końcu była wysportowana dość mocno, więc on stwierdził, iż – choć całkiem urocza – nie jest to „to coś”. Nawet nie wiedział jak bardzo się mylił!
Weszła do cukierni, zamówiła tym razem jedno ciastko i kolę. Bała się, że znowu nieco się zdradzi. Jej wizyta przypomniała mu dzień poprzedni, ale nie przywiązał do tego wagi, bo przychodziło do tego miejsca regularnie trochę krągłych kobiet. W końcu był przystojny i pewnie to też działało przyciągająco, choć na szczęście dziewczyny, która właśnie pałaszowała tam ciastko popijane kolą, nie zdawał sobie z tego wszystkie sprawy.
Podeszła do kasy i zamówiła cały kawałek ciastka ze słonym karmelem na wynos. Nie widziała dlaczego, ale chciała chyba po prostu poflirtować z chłopakiem, co z resztą wyszło jej całkiem nieźle. Znowu poczuła motyle w brzuchu, co skłoniło ją do domówienia jeszcze kilku kremówek. Zapłaciła i wyszła.
Wchodząc do mieszkania wiedziała, że znowu przepadła. Próbowała zmusić się do pójścia na basen albo siłownie, ale jej ręce mimowolnie wędrowały na jej piersi. Zaczęło się. Obżerała się prawie codziennie bez jednego wieczoru podczas swojego zwolnienia, a na siłownie powędrowała tylko raz. Z resztą trening był jałowy i wymuszony. Przyzwyczajała się do swoich fetyszy i lekceważenia treningów.
Cukiernie odwiedziła po kilku tygodniach, przez które toczyła się u niej wewnętrzna walka. Jesienna pogoda nie sprzyjała spacerom, wyjściom, ani tym bardziej bieganiu! Jej ciało wyraźnie zaczęło się zaokrąglać. Wypierała to nosząc za ciasne spodnie, a pierwszą fałdkę na brzuchu przykrywając swetrem. Chłopak jednak wszystko odnotował i wtedy coś w nim pękło. Postanowił zawalczyć, bo ta dziewczyna tyła i mógłby to obserwować od początku. Gdyby zechciała być gruba dla niego, byłby najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi. Nie wiedział jeszcze, dlaczego tak się dzieje i bardzo się tego bał. Miał jednak dosyć stania z boku i patrzenia. W końcu nie łatwo jest znaleźć odpowiednią dla kogoś takiego jak on dziewczynę!
Przysiadł się do stolika i zaproponował jej randkę. Serce dziewczyny prawie zamarło, po czym boleśnie zabiło. Powiedziała coś zupełnie bezsensownego, głupiego, ale słodkiego, po czym zgodziła się. Zakochała się po uszy.
Jego jej infantylna i zaszokowana reakcja ujęła jeszcze bardziej i poczuł, że coś między nimi iskrzy. Przyniósł jej kilka smakołyków i poprosił o degustację, który jest najlepszy. Dziewczyna nie odmówiła i zajęta rozmową zjadła wszystko. On wiedział, że dobrze trafił – normalna laska nie zjadła by takiej porcji. Dziewczyna jednak wsunęła ją i nie zauważyła nawet, że było tego sporo.
Randka była zaplanowana na weekend ze względu na podwójną pracę chłopaka. Po wyjściu z cukierni dziewczyna śmiała się sama do siebie i znowu wpadła w amok obżarstwa… było już jej wszystko jedno. Następnego dnia jednak żałowała w obawie, że młodzieniec nie może zobaczyć, że utyła, ale wiedziała, że w kilka dni nie schudnie. Łatwiej było kupić kilka nowych łaszków, co też uczyniła.
Nie było to dla niej miłe, bo urosła aż o rozmiar. Nic dziwnego, po kilka, a nawet kilkanaście tysięcy kilokalorii nadmiaru prawie codziennie, nie mogło się skończyć inaczej. Jej wychowanie i stereotypowy model piękna karał ją za to od środka. Czuła się fatalnie i wpadała w wielkiego doła. Do weekendowej randki nie obżerała się już, choć miała takie popędy. Dół psychiczny wziął górę. Na spotkanie z chłopakiem szła bez większej wiary w siebie i dziwiła się, że on w ogóle się z nią umawia, chociaż w nowych ubraniach nadal wyglądała na szczupłą, a różnicę dałoby się pewnie zobaczyć, gdyby stanęła obok chudszej siebie i można by tę różnicę porównać.
Niemniej jednak na randkę poszła i miała na dzieje, że będzie udana. Bardzo pragnęła kogoś, kto ją pokocha i była gotowa zrobić dla tego kogoś wszystko – nawet się zagłodzić i powściągnąć tak silne żądze do obżerania się. Nie wiedziała jednak, jak kompatybilną osobę spotkała. Oboje tego nie wiedzieli, ale mieli się niebawem dowiedzieć…




Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.